8 04 2009

A taki kwiatek pojawił się wczoraj w Dzienniku:

Antarktyda się rozpada:

Cienki most łączący z Antarktydą kawał lodu wielkości Jamajki rozpadł się na drobne kawałki. Zdaniem naukowców to bezpośredni efekt globalnego ocieplenia i niestety zapowiedź katastrofy czekającej cały kontynent.

Znajdujący się u wybrzeży Półwyspu Antarktycznego lodowiec szelfowy Wilkinsa to gigantyczne połacie lodu. Dotychczas były one unieruchomione, jednak na zdjęciach wykonanych w weekend przez satelity Europejskiej Agencji Kosmicznej widać, że lodowy most łączący szelf z wyspą Charcot już nie istnieje.

Szelf Wilkinsa wisiał na włosku od połowy lat 90. To wtedy zaczął się kurczyć lodowy most, jeszcze w latach 50. szeroki na 100 km. W ubiegłym roku co kilka miesięcy naukowcy alarmowali o odpadnięciu od niego kolejnych kawałków lodu. Ostatnio długi na 40 km jęzor miał w najcieńszym miejscu ledwie 900 metrów szerokości. „Jeszcze dwa dni temu most był cały” – mówi David Vaughan, brytyjski glacjolog. „To niesamowite, jak szybko się rozkruszył i wyspa Charcot po raz pierwszy w historii rzeczywiście stała się wyspą”.
Vaughan zbadał lodowiec Wilkinsa w połowie lat 90. i ocenił wówczas, że most może się rozpaść za 30 lat. Jak się okazało, stało się to dwa razy szybciej. Naukowcy są zgodni, że oddzielanie się kolejnych lodowych obszarów to efekt globalnego ocieplenia, które na Antarktydzie jest najbardziej odczuwalne. W ciągu ostatnich 50 lat średnie temperatury na Półwyspie Antarktycznym podniosły się aż o dwa i pół stopnia. Dlatego dni lodowca Wilkinsa od dawna były policzone.
Zniszczenie stabilizującego go mostu oznacza, że cały lodowiec wkrótce odczepi się od lądu. „Prawdopodobnie nie odpłynie na północ, bo Antarktydę okrążają prądy morskie. Będzie topniał powoli, ale nigdy nie przyczepi się już do stałego lądu” – mówi Tadeusz Sobczak, kierownik grupy zimującej na polskiej Stacji Polarnej im. Arctowskiego należącej do PAN. Stacja znajduje się na Wyspie Króla Jerzego, czyli po drugiej stronie Półwyspu Antarktycznego. Polscy naukowcy badają tu m.in. ablację, czyli topnienie lodowców. „Lód lodowcowy rzeczywiście się topi. Na niektórych tyczkach pomiarowych widać, w okresie od grudnia do lutego tego roku ubyło po dwa i pół metra lodu” – mówił nam wczoraj Sobczak. Rozpadnięcie się lodowego mostu lodowca szelfowego Wilkinsa na szczęście nie oznacza gwałtownego podniesienia poziomu oceanów. Jednak według jednej z teorii szelfy okalające Antarktydę spowalniają topnienie lodowców znajdujących się już na samym kontynencie. Gdy ich zabraknie, lody z Antarktydy zaczną się rozpuszczać jeszcze szybciej niż dotychczas i osuwać bezpośrednio do wody.”

Powiem szczerze, że już dawno takich popłuczyn nie czytałem..

Jako komentarz zamieszczam zdjęcie przedstawiające zasięg lodu szelfowego (źródło: http://arctic.atmos.uiuc.edu/cryosphere)

Warto zwrócić uwagę na:

– Absolutny rekord zanotowany w roku 2008!

currentanomsouth

Może mi ktoś wyjaśnić gdzie podziało się to „ocieplenie”  Antarktydy???

Rozumiem, że fluktuacje klimatu często mają charakter lokalny..Patrząc jednak całościowo na Antarktydę- z czystym sumieniem można stwierdzić: brak ocieplenia. Co więcej:

– W wielu regionach już od lat notuje się spadek temperatury

– Od lat również, dodatni jest bilans lodu szelfowego oraz kontynentalnego- [Dane NASA].

Reklamy